Złe korporacje kontra zła wolność informacji.

Dawno żaden film tak mnie nie zdenerwował jak The Circle. I nie mówię nawet o technicznych aspektach filmu. Jak przedziwny montaż gdzie naprawdę wycięto dość ważne fragmenty pozostawiając widza w dziwnej konsternacji. Albo dziwna obsada która wydaje się dość przypadkowa (Patton Oswald nie jest poważnym aktorem, w każdej scenie miałem wrażenie ze zaraz puści bąka i się głośno zaśmieje). I rola Johna Boyegi to już w ogóle zagadka, był chyba tylko po to żeby mieć w obsadzie kogoś ze Star Warsów. To wszystko grzechy współczesnego kina i dałoby się je przejeść gdyby jeszcze film miał coś ciekawego do powiedzenia.

Zanim wyjaśnię dlaczego film mnie zdenerwował, kilka ogólnych słów na temat science-fiction. Jest to mój ulubiony gatunek, jest najbardziej różnorodny, wizjonerski i ciekawy fragment pop kultury. Zwykle filmy science fiction dzielimy na dwa rodzaje: na takie gdzie autorzy starają się wyobrazić życie w kosmosie/przyszłości i pokazują co fajnego/niefajnego z tego może wyniknąć, takie Gwiezdne Wojny, Obcy itd. Drugi typ to taki gdzie poprzez wizje przyszłości autor chce opowiedzieć co o nas, współczesnych. To taki Star Trek, Solaris itd. Niektóre dzieła łączą elementy obu kategorii ale zwykle jeden cel autora jest wyraźny i dominujący.

Problem z The Circle jest taki że nie pasuje do żadnej kategorii. Jest ideologicznym koszmarem, z dziwnym, niejasnym przekazem.

Pierwsza część przygód Hermiony w wielkiej korporacji to takie uśpienie widza “o patrzcie nabijamy się z korpo”. I gorzko-słodko przeżywamy sceny kiedy główna bohaterka dostaje krzywe spojrzenia od współpracowników za to ze w weekend nie bierze udziału w dodatkowych aktywnościach. Dobrowolnych ale obowiązkowych. Film podśmiechuje się z fałszywych uśmiechów i tandetnych imprez pracowniczych. Tu mnie troszkę zaczynali kupować, myślałem ze ok, film dziwnie zmontowany i obsadzony ale śmieją się z tych samych rzeczy co ja. No ale to była tylko zasłona dymna.

Bo nagle bum, drugi akt i oto nagle ujawnia się cala intryga i okazuje się kto był zły i ze korporacje chcą władać światem. No właśnie nie. Film przedziwnie stawia tezy że A prowadzi do B. Z tym że A to powiedzmy indyjski rynek motoryzacji a B to ilość galerii handlowych w Krakowie. Tak oba tematy to globalna gospodarka, oba ekonomiczne. A jednak nie maja za wiele wspólnego. Tutaj zestawia się wolność informacji o osobach piastujących publiczne stanowiska z brakiem prywatności (chyba, bo film do końca nie wie o czym chce mówić). Całkiem dwie odmienne rzeczy a tutaj scenarzyści zrobili prostą kreskę. Co jest jeszcze zabawne to jak na samym początku film niby krytykuje korporacje, a potem pokazuje jakich “złych” metod używają pokazując to co robi Snownden czy Assange.

I to jest mój problem. Film krytykuje i nie krytykuje gigantów. Film jest za i przeciw wolności słowa. Ale nie w fajny sposób gdzie pokazuje argumenty obu stron i daje widzowi wybrać. Bardziej w taki ze widz właściwie nie wie co kto chce osiągnąć i właściwie po co. Motywacja bohaterów jest całkowicie niejasna, przemiana bohatera znikoma. Nie ma jednoznacznie dobrych i złych postaci dlatego ze wszystkie są bardzo nijakie z działaniami kierowanymi taka ideologia ze sami bohaterowie w nią nie wierzą.

Mam dwie teorie:

  1. Scenarzysta pochodzi z wall street i nienawidzi doliny krzemowej. Dla niego Snowden i Zuckenberg to te same postaci, banda hipisow która chce zawładnąć światem poprzez uwolnienie informacji i jednocześnie jej zagarnięcie.
  2. Autor podstępnie krytykuje idee wolności informacji publicznej jako narzędzia wielkich korporacji do przejęcia władzy nad sektorem publicznym

Obie teorie wydaja się głupie? Mi tez. A to jedyne wnioski z tego filmu jakie da się wyciągnąć. Coś tam jeszcze film mówi cały czas o prywatności ale to tylko szum z którego nic nie wynika.

Firma przedstawiona w filmie to taki kombinat złożony z Google, Facebooka i Apple. Autorzy naprawdę nie obrobili pracy domowej. Nie ma ani słowa o tym na czym te firmy zarabiają i jaki jest jest ich model działania. No ale gdyby to wyjaśniono to cała fabuła filmy nie miałaby sensu. Może użyje porównania. Wyobraźmy sobie debatę o potrzebie ochrony ryb w Bałtyku, że za duże połowy, że zniszczony ekosystem itd itp. I nagle pojawia się ktoś pokazujący statystyki ile osób ginie rocznie zjedzonych przez rekiny.  I wiecie kto mu przyzna racje? każdy kto nie ma pojęcia o rybach i o tym że w Bałtyku nie ma rekinów. Ten film jest tym kolesiem ze slajdami o rekinach. Problem jest taki że nasza wiedza o internecie i technologii jest zbyt mała. Dlatego gdzieniegdzie ten film może być uznany za argument w dyskusji. I to jest przerażające.

A szkoda bo poważna rozmowa na temat tego czym stały się firmy takie jak Google i Facebook jest czymś nieuniknionym i miałem nadzieję że kino SF dorzuci kilka ciekawych argumentów do dyskusji. Może innym razem.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s